Spis treści
ToggleWSTĘP
Choć Assassin’s Creed III wybronił się fabularnie to jednak mnie strasznie zmęczył licznymi niedociągnięciami. Nie do końca wiedziałem czemu, bo okres historyczny mocno mi siadł, ale po zaliczeniu Assassin’s Creed IV: Black Flag odpowiedź jest już bardziej klarowna.
KONSEKWENCJA
Jeśli miałbym określić jednym słowem przygody Edwarda Kenway’a pierwsze co przychodzi mi na myśl to „konsekwencja”. Ktoś powie, że to najlepsza gra jaka powstała o piratach i jak najbardziej się z tym zgadzam. Inny powie, że otrzymaliśmy poprawione sterowanie, świetne misje skradankowe których zabrakło w III, wyeliminowano liczne glitche, dopasiono oprawę AV (wreszcie kapitalny OST!) i tu również trudno się nie zgodzić.
HISTORIA I BOHATER
Wreszcie otrzymaliśmy świetną piracką historię i bohatera mimo że tak innego od Ezio, to bez problemu należy mu się miejsce w panteonie nie tylko najlepszych postaci w AC, ale ogólnie poprzedniej generacji – na uwagę zasługuje zwłaszcza to jak dorasta z kolejnymi przygodami dochodząc powoli do wniosku, że wcześniejsze priorytety życiowe nie do końca były trafne – tutaj również najwyższa liga z którą trudno polemizować, ale…
BITWY MORSKIE
Kamień milowy w temacie prowadzenia statku i wykonywania misji morskich, system sterowania i system walki który przeszedł mega upgrade (co jest widoczne szczególnie jak grasz w III i IV jedna po drugiej) to małe mistrzostwo świata, ale – no właśnie – nawet to nie jest najważniejszym czynnikiem, wokół którego nie można przejść obojętnie.
SWOBODA I MISJE
Najważniejsza jest wspomniana konsekwencja, która jeszcze w żadnym AC nie była tak wybornie podana. Zamiast zbierania pierdół, które mają niewielki wpływ na jakość gameplay’u otrzymaliśmy szanty, których zbieranie nie jest konieczne i można to olać, ale jak można to olać, skoro później otrzymujemy świetne utwory, które urozmaicają rozgrywkę na morzu czy w barach. Mamy misje związane z odkrywaniem mapy skarbów, które pomagają w zdobyciu kasy oraz otwierają łatwiejszy dostęp do surowców. Mamy również misje skradankowe związane z grabieniem magazynów z zaopatrzeniem. Wysyłamy flotę w różne części świata by zdobywać kolejne surowce. I choć to wszystko jest opcjonalne jak w poprzednich częściach to konieczne do tego, by nasz statek był coraz lepszy, a w konsekwencji byśmy mogli podbijać kolejne statki, gdyż bez tych aktywności zwyczajnie nie mamy szans i musimy uciekać, o czym przekonacie się trafiając na legendarne okręty.
ROZWÓJ
Praktycznie każde mniejsze zadanie poboczne prowadzi nas do rozwoju i to się czuje w trakcie rozgrywki – w poprzednich częściach też było tego sporo, ale tam nie było kompletnie motywacji do grindu, bo gra nie dawała tego poczucia, że jesteśmy zwyczajnie lepsi! Dla mnie właśnie ten aspekt sprawia, że ACIV: BF jest kolejnym krokiem rozwoju serii na plus pomimo zakończenia właściwej historii. To wciąż nie jest dla mnie najlepszy AC, gdyż jest po prostu inny i równie dobrze wybroniłby się pod innym tytułem, ale na pewno jest blisko czołówki.
WADY
I o dziwo, pomimo niewielkiej liczby dużych miast jest tu się gdzie wspinać i kombinować w misjach stealth. Zastrzeżenia mam w sumie do bardzo sporadycznych błędów poprzedników przy próbach wspinaczki, wciąż płytkim systemie walki ze strażnikami, którzy czekają na swoją kolej do ubicia (szkoda, że system z Batman Arkham Asylum nie wszedł do mainstreamu) oraz do gameplay’u w czasach współczesnych, który broni się jedynie ciekawostkami z poprzednich części oraz tropami co do kolejnych pomysłów.
PODSUMOWANIE
Podsumowując – nawet jeśli nie lubicie serii Assassin’s Creed, to Black Flag zdecydowanie należy zaliczyć… bo tak – 9/10.








