Spis treści
ToggleFF7 to bez dwóch zdań jedna z najbardziej przełomowych gier w historii i zmierzenie się z taką legendą w formie rimejku na papierze wydawało się mało realne. Remake (czyli pierwsza część z kilku zapowiedzianych) wydany na PS4 pokazał jednak, jak tworzyć niemal perfekcyjne odświeżenia po latach. Właściwie jedynym minusem była tutaj niedokończona historia oraz… lekkie modyfikacje fabularne, które mogły podzielić fanów pierwowzoru.
W międzyczasie otrzymaliśmy Integrade czyli DLC z Yuffie, który do pełnej historii nie dodaje może zbyt wiele, ale oferuje kilkadziesiąt godzin solidnej zabawy i rozwinięcie niektórych wątków, których nie było lub były ledwo muśnięte w oryginale. Po 4 latach otrzymaliśmy kolejną część – FFVII Rebirth, który bezpośrednio kontynuuje wątki obecne w Remake, będąc tak naprawdę drugą częścią odświeżonego FF7 z PSX’a. Po spędzeniu z grą ponad 200h i wciąż mając do zaliczenia sporo contentu stwierdzam, że to na spokojnie najlepszy jRPG od lat… a że wciąż niedokończony?
Właściwie wszystko, co zostało perfekcyjnie zrealizowane w Remake, zostało tutaj tak mocno dopasione, że w zasadzie nie mam większych pytań. Wszystkie wydarzenia znane z FF7 zostały tutaj przeniesione perfekcyjnie, dodając sporo od siebie zarówno na poziomie ‘kinowych doświadczeń’, jak również dzięki ogromnej mapie świata pozwalającej powoli eksplorować coraz większy teren. Kto pamięta eksplorację mapy świata w oryginale ten może być pewnym, że rozmach i możliwości jakie oddali nam twórcy w Rebirth niejednokrotnie zapierają dech w piersi (z chęcią podałbym przykłady, ale one same już są spoilerem więc warto odkryć samemu).
Fabuła
Fabuła trzyma w napięciu od początku do końca bez względu na to czy znamy tę historię czy nie. Twórcy pokusili się o kilka ciekawych zmian, które otwierają furtkę do pewnych interpretacji wydarzeń, natomiast czy strona w jaką poszli twórcy ostatecznie okazała się słuszna? Do samych napisów końcowych nie byłem pewny, ale ostatecznie uważam, że nikt się pod tym względem nie zawiedzie. Ale nie tylko o znaną historię tu chodzi, co o kapitalnie rozpisane postaci – również drugo- i trzecio-planowe, które dzięki voice actingowi czy osobnym questom nabrały mocno na znaczeniu (ekipa Turks rządzi i aż chciałoby się zrobić z nimi jakiś grywalny DLC).
Gameplay
System walki to doskonałe już w Remake rozwinięcie kilku tak naprawdę systemów: turowy ATB z FF7, umiejętnego wykorzystywania materii oraz systemu typowo wyjętego ze slasherów, gdzie na bieżąco reagujemy na ataki przeciwnika robiąc uniki, kontry, a wszystko w celu napełnienia paska Stagger i łączenia miażdżących combosów. Choć można przełączyć na typowo klasyczny system, to osobiście wolę ten nowoczesny, gdzie tak naprawdę liczy się bezustanne przełączanie członków drużyny, wykorzystywanie słabych punktów przeciwnika i nabijania licznika combosów. I tutaj Square ma olbrzymi plus za wymuszenie na graczach korzystania niemal z całości dostępnego arsenału stylów i postaci, czego nie było w poprzedniej części. Satysfakcja z ubicia trudniejszych bossów jest ogromna, a piszę to w momencie, kiedy czeka na mnie jeszcze drugie przejście na poziomie Hard.
Content
Content a właściwie CONTENT – już o tym wspominałem ostatnio, ale w żadnym Finalu nigdy nie było tyle dodatkowej zawartości. Jest kapitalna karcianka, która imo tylko minimalnie odstaje od Triple Triad z FF8, a przy której i tak spędziłem kilkanaście godzin i wciąż nie mam wszystkich decków . Są wyścigi Chocobosów, które aż proszą się o opcję 2 players i osobnego turnieju na BSGK. Nie zabrakło również gry strategicznej, gdzie podobnie jak w oryginale bronimy Fort Condor… (bez szczegółów, bo kto zna ten wie jakiego dobra się spodziewać). Jest masa innych questów z rankingami punktowymi, które wymagają nieziemskiej zręczności i pamięci mięśniowej, a i sporo odkrywa się dopiero po zaliczeniu fabuły, więc…. zdecydowanie nie można się nudzić
Muzyka
Soundtrack do oryginalnego FF7 jest równie kultowy jak sama gra. Czy zatem udało się choćby zbliżyć do tego poziomu w Rebirth? Ja osobiście nigdy nie byłem zbyt wielkim fanem rozmaitych aranżacji soundtracków, nawet jeśli zabierali się za nie japońscy kompozytorzy, ale tutaj… Dla mnie odlot. Epickość wywala ponad skalę, a liczba gatunków muzycznych przyprawia o zawrót głowy (rockowe brzmienia, opera, techno i masa innych…) – to się nie mogło udać, ale udało się! Nigdy nie powiem, że to lepszy OST niż ten z FF7 – jest inny, ale równie idealnie pasuje do gry, jak wówczas, kiedy poznawaliśmy tę historię w 1997 roku.
Podsumowanie
FF7 Rebirth to dla mnieprawdziwa petarda. Oczywiście nie spodziewałem się, że może być inaczej, bo po Remake’u nie było opcji by to zepsuć. Obawiałem się za to nieco fabuły, ale ostatecznie wyszło tak, jak powinno. Największym zaskoczeniem natomiast jest dla mnie rozmach oraz to jak dużo otrzymaliśmy już na tym etapie historii i właśnie ten ostatni element (bez zbędnego rozwijania, bo grozi spoilerami) sprawia, że w moich oczach jest to gra dekady – nie pamiętam, kiedy ostatnio dałem tyle jakiejś grze, a lubię narzekać
Obiektywnie to jest najmocniejsze9+/10 w historii, gdyż historia wciąż nie jest zakończona, jednak dla mnie to czyste 10/10. Dzięki Square (bez Enix).
A na koniec stary i znany cytat:
„Idź i kup Final Fantasy VII… Rebirth”





















