Spis treści
ToggleWSTĘP
Po ok trzech latach przerwy od przygód Ezio wróciłem do serii Assassin’s Creed, zaliczając tym razem… Assassin’s Creed III. Nie bardzo mi się spieszyło, ale w końcu pełnoprawną trylogię zamykającą główny wątek Abstergo Industries i Desmonda mam za sobą. Czy było warto?
ZALETY
AC3 to bardzo nierówny tytuł. Miejscami wciąga jak bagno, a innym razem zwyczajnie irytuje licznymi niedociągnięciami. Zacznijmy od największych plusów. Fabuła w Animusie najbardziej świeci w kwestiach przewodnika historycznego, umiejętnie wplatając wątki fikcyjne z głównym bohaterem na czele. To co najważniejsze w tej opowieści to sposób w jaki pokazano zatracenie pojęcia słuszności podjętych decyzji. Nie ma tu już wyłącznie białych asasynów i czarnych templariuszy, gdyż każda ze stron walczy o pewne idee, a to która jest rzeczywiście słuszna… zależy od punktu widzenia. Główny bohater w całym swym „właściwym” podejściu do walki o „lepsze jutro” i tak ostatecznie dochodzi do wniosku, że walczy z wiatrakami, co najlepiej pokazuje ostatnia misja w epilogu – w końcu to jak skończyli Indianie na własnych ziemiach chyba nie trzeba tłumaczyć.
WADY
W podobnym kierunku idzie wątek współczesny z Desmondem na czele. Tutaj jednak sporą wadą jest czas, jaki poświęcili na zakończenie historii – zaledwie 3 mini gierki fabularne na całą grę i tylko samo zakończenie jest naprawdę dobre i dające do myślenia – dylemat moralny działający na tej samej zasadzie co u Connora na znacznie szerszą skalę, ostatecznie pokazujący, że „nieważne jak bardzo się starasz, nigdy nie będzie to wystarczająco dobrze”. Niestety widać, że twórcy już wcześniej chcieli ten wątek zakończyć, ale zapewne kasa zrobiła swoje. Tylko co dalej? Być może za jakiś czas się przekonam…
OKRES HISTORYCZNY
O ile okres historyczny jakim jest odzyskanie niepodległości przez Stany Zjednoczone wydaje się ciekawy, to jednak do takiej gry jak AC jak dla mnie sprawuje się średnio. Zarówno Boston jak i Nowy York dopiero się rozwijają, przez co nie ma aż tylu wysokich budynków po których można się pobawić w parkour, a tam gdzie jest to możliwe i tak podczas przechodzenia poszczególnych misji bardziej opłacało się być na ziemi. Największy zarzut mam z kolei do terenów pozamiejskich i nowego systemu wspinaczki po drzewach – nie dość, że mega niedopracowany, to jeszcze wpływa na liczne bugi w misjach gdzie korzystamy z konia – wielokrotnie potrafił się zawieszać przy drzewie, a nawet z jedną misją miałem dwukrotnie problem z ukończeniem, bo system informował, że powinienem wsiąść na konia…mimo że na nim byłem. Ktoś powie, że może ta gra ma swoje lata, ale w takim Revelations nie miałem ani jednego glitcha w tym stylu.
EKSPLORACJA I MISJE
Same widoki i eksploracja gdyby nie glitche byłyby przyjemne, ale tutaj dochodzi kolejny problem – powtarzalność misji (kiedyś to jeszcze bawiło, ale ileż można zbierać „piórka”) i bardzo kiepski system skradankowy, gdzie niejednokrotnie gra mylnie odczytywała kiedy bohater powinien się ukrywać za zasłonami lub w krzakach – mam nadzieję, że w kolejnych częściach coś z tym zrobili. Aha i gdzie epicki soundtrack Jesper Kyda? Bo w grze praktycznie słychać tylko jakieś mdłe pomruki. A no tak, nie zatrudnili go…
PODSUMOWANIE
Gdyby nie fabuła (głównie w Animusie) to pewnie bym przerwał w połowie. Sporo błędów technicznych przez które eksploracja nie zawsze bawi. Świetny wybór okresu i w końcu zakończenie historii ostatecznie ratuje tę pozycję. Jeśli chodzi o główną trylogię, to Assassin’s Creed II wciąż jest na szczycie. Pytanie tylko co dalej i czy faktycznie jest sens zabawy w kolejne części? Miałem dać mniejszą ocenę, ale Ezio by się obraził, a jemu wolę nie podskakiwać – stąd 7/10.







