Chained Echoes – największe zaskoczenie w gatunku jRPG od lat?
Spis treści
ToggleWSTĘP
Mając już za sobą fabułę, wszystkich opcjonalnych bossów i platynę stwierdzam, że to jedno z największych zaskoczeń w gatunku od wielu lat! Tytuł jest hołdem do klasyków z ery SNES/PSX – wówczas jrpgi przeżywały złoty okres. Na pierwszy rzut oka nawiązuje stylem i sposobem eksploracji do Chrono Trigger, łącząc w sobie rekrutację znaną z pierwszych części Suikodena oraz podział systemu walki na dwa rodzaje („na nogach” oraz w mechach – tutaj znane jako Sky Armor), co stanowi ukłon w kierunku Xenogears (the best jRPG ever :)) Po czasie jednak okazuje się, że fabuła, wielowątkowość, liczba zwrotów akcji i głębia ewidentnie wzorowana była na tym ostatnim tytule.
FABUŁA
Dawno już nie doświadczyłem tak rozbudowanego fabularnie erpega, poruszającego masę głębokich i poważnych tematów jak m.in.: sens istnienia boga, kościoła czy naszego życia; (bez)celowość prowadzenia wojen i ich konsekwencje sięgające kolejnych pokoleń; miłość, zdrada czy wybaczenie – nie tylko w odniesieniu do kwestii „sercowych”. Celowo rzucam tylko słowa klucze, bo fabuła co chwila podaje nam zupełnie nowe i dające do myślenia wątki, a wszystko to zostało świetnie napisane i dotyczy nie tylko czasów współczesnych – spodziewajcie się na pewno mrocznej i mało optymistycznej historii, którą nie da się szybko zapomnieć. Każdy z bohaterów jest niepowtarzalny, ma swoje motywy którymi się kieruje, a relacje między członkami drużyny nie zawsze są takie jak się z pozoru wydaje – jak dla mnie czołówka historii ostatnich lat.
OPRAWA AV
Oprawa AV stoi na wysokim poziomie. Grafika ucieszy fanów wspomnianego CT czy FF6, natomiast soundtrack w niczym nie odstaje od czołówki dzieł dawnego Squaresoftu – jedynym małym minusem jest powtarzalność niektórych utworów w różnych lokacjach, ale w tym przypadku można to zrozumieć…
SYSTEM WALKI
Dużym polem do popisu jest system walki. Ten w mechach trochę zawodzi w końcówce i nie wykorzystuje w pełni potencjału (3 levele mecha z Xenogears są tu aż nadto widoczne). Z kolei walka poza maszynami przekłada się na sporą liczbę unikalnych umiejętności aktywnych i pasywnych, wykuwanie własnych broni i zbroi, łączenie specjalnych kryształów dodających określone buffy do uzbrojenia… Kombinacji jest sporo przez co przy kilku opcjonalnych bossach bawiłem się przednio we własne buildy.
END-GAME
End game jest również zaskakująco solidny – mamy własną wyspę, która z czasem się rozwija, rekrutujemy własną ekipę, zwiedzamy opcjonalne dungeony, ubijamy dodatkowych bossów czy rozwiązujemy rozmaite zagadki logiczne, dzięki którym zdobywamy ukryte bronie dla każdej postaci czy specjalne umiejętności pasywne (np. widoczność liczby skarbów w danej lokacji).
PODSUMOWANIE
Trochę jRPGów już zaliczyłem i po tylu latach muszę przyznać, że gdyby Chained Echoes wyszedł w erze PSX’a, to dziś byłby w panteonie najbardziej kultowych gier z tego gatunku. Ponadto wymienione wcześniej niedociągnięcia nie mają większego znaczenia z bardzo ważnego powodu – grę stworzyła praktycznie w całości jedna osoba! (nie licząc dodatkowej osoby od ścieżki dźwiękowej i testerów).
Garściami czerpie z najlepszych gier „złotej ery”, a jednocześnie pozostaje nietuzinkową fabularnie i systemowo (btw. system Overdrive, gdzie za nadużywanie mocnych ataków obniża Ci wytrzymałość rządzi). Dla fanów absolutny must – have. Reszta niech sobie daruje, lub ogrywa wymienione wyżej w pierwszej kolejności, gdyż jest tu masa nawiązań, których szkoda byłoby nie wyłapać. Nie wprowadza innowacji, ale jak mało który tytuł ostatnio zdołał mnie przykuć do konsoli (również na PC) na ok 80 godzin i na pewno zostanie mi w głowie przez długi czas – 9/10









