Spis treści
TogglePRZEDMOWA
Zanim przejdziemy do właściwego tekstu chciałbym w tym miejscu dodać, że pierwotnie poniższy materiał ukazał się na naszej grupie Brzeska Scena Gier Komputerowych na Facebooku, stąd całość stanowi bardziej luźną opinię pisaną w czasie rzeczywistym odnośnie gry The Elder Scrolls V: Skyrim. Postanowiliśmy jednak po czasie połączyć całość w jeden tekst, gdyż zawiera sporą ilość praktycznej wiedzy dotyczącej gry i poszczególnych dodatków, więc można potraktować ją jako pełnoprawną recenzję.
WYBÓR KLASY
Za mną już ponad 200 h i w sumie jeszcze sporo do zrobienia, ale wystarczająco by opisać swoje spostrzeżenia. O oczywistych zaletach nie będę pisał bo tego jest więcej, skupię się zatem na tym co mi nie pasuje. Nigdy w serii nie grałem Wood Elfem, tym bardziej w połączeniu ze specjalizacją assassin, stealth, lockpicking i archery więc czemu nie. W rezultacie prawie w ogóle nie walczę z bliska, bo albo robię stealth kille, albo zabijam z dystansu. I tu po dłuższym czasie jest problem, bo przeciwnicy w tej konfiguracji praktycznie nie stanowią wyzwania. Fabularny boss padł po dwóch strzałach z łuku, co jest kiepskim żartem. Nie pomaga zmiana poziomu trudności, a wręcz staje się niepotrzebnie męcząca, bo cóż z tego, że przeciwnicy mają więcej HP, skoro inteligencja nie wzrasta i nadal mogę kroić w ten sam sposób przechodząc im koło nosa niezauważonym.
SYSTEM LEVELI
Główną bolączką jeśli chodzi o przeciwników jest również ich system skalowania levelu. W Oblivionie problemem było to, że każdy rósł z Twoim levelem. Tutaj mają narzucone z góry, co jest fajne ale tylko do ok 50 h zabawy, bo później nikt nie stanowi wyzwania. Jest to o tyle średnie rozwiązanie, że nowi przeciwnicy pojawiają się również w starych miejscach w zależności od zleconych misji oraz osiągniętego levelu, tyle że ich poziom mimo że teoretycznie wyższy nie idzie w parze z moją wykoksowaną postacią.
ROZWÓJ UZBROJENIA
Kolejnym poważnym problemem jest skalowanie broni i pancerzy. Przechodząc przy ok 30h całą gildię złodziei i kilkanaście godzin później gildię zabójców otrzymałem odpowiednio najlepszy łuk i najlepsze sztylety. Ponad 70 h później mając za sobą grubo ponad 100 zaliczonych misji dalej nie znalazłem lepszego oręża (co najwyżej porównywalne i różniące się dodatkowymi właściwościami jak + X% do ice/lightning/fire), co niestety trochę zniechęca do dalszego szabrowania. Nieco lepiej jest w przypadku pancerzy, ale i tutaj głównie opieram się o sety z kluczowych misji zmieniając tylko nieliczne w trakcie sprzedaży czy typowo skradankowych misji (+ X% do stealth/prices). Jak na tak duży świat i liczbę questów jest to zmaszczone maksymalnie, więc w tym aspekcie gra nie ma startu do Morrowinda.
KONSEKWENCJE POPEŁNIANYCH CZYNÓW
Brak konsekwencji zarówno popełnionych czynów, jak również zmian na świecie. Po zaliczeniu gildii złodziei jesteśmy praktycznie nietykalni jeśli chodzi o kradzież czy nawet mordowanie cywili, gdyż można łatwo przekupić strażników. Nie ma również systemu znanego z Morrowinda, gdzie odpowiednie czyny mogły na zawsze zmienić podejście wielu postaci do nas i to nawet w przypadku, gdy nie inwestujemy w Perswazję. Co więcej, w pewnym momencie pojawiają się kluczowe dla zmiany świata wydarzenia i kiedy już nastąpią (np. zabicie kogoś ważnego nie tyle dla fabuły co dla świata) to praktycznie nikt z NPC się tym nie interesuje.
PODSUMOWANIE
Ogólnie najwięcej frajdy sprawia granie poza narzuconymi misjami, co w serii nie jest nowością, ale bez kitu – tworząc tak rozległy świat mogliby się nieco postarać fabularnie. Z rzeczy które mnie jeszcze interesują to dodatek Dawnguard, który skupia się na wampirach – oby mnie nie zawiedli i obym mógł pożegnać się z tą grą upuszczając krwi wszystkim NPCom, którzy mnie już nudzą – w tym żonie
Podsumowując, to oczywiście świetny tytuł, który jak mało który ostatnio wkręcił mnie na maxa. Poziom immersji, zwiedzanie dungeonów i zabawa w ninja nigdy się nie nudzi, ale przez wspomniane wyżej mankamenty nie ma u mnie szans na 10/10 – pozostaje dziewiątka, a Morrowind w dalszym ciągu jest niedoścignionym królem serii.
Opinia dotycząca dodatków oraz zabawy w eng-game po zaliczeniu fabuły głównej:
DODATEK DRAGONBORN
Zaliczyłem również dodatek Dragonborn, który toczy się na wyspie Solstheim, będącej częścią Morrowinda (fani będą oczarowani powrotem do kultowych miejscówek). Tutaj przyznam, że mieli świetny pomysł na przedstawienie historii oraz miejscówki, które ktoś robił najpewniej po dobrych mocnych dragach. Nie chcę spoilerować, ale po zaliczeniu dostajemy nową bardzo klimatyczną mechanikę walki, która zmienia nieco perspektywę. Niestety pomimo tej zmiany wciąż nie potrafię się nią bawić jak zaplanowali twórcy przez swoją wykoksowaną postać, także tak – to zdecydowanie największy mankament gry, ale już od kilkunastu godzin nie gram w to dla samej walki. Wampiry – nadchodzę!
OPINIE O GILDIACH
Miałem po dodatku Dragonborn zająć się wampirami, ale jednak zdecydowałem, że zrobię wszystkie gildie. Po kolejnych kilkunastu godzinach uważam to jednak za stratę czasu. Jako, że „politycznie” moja rasa jest za Imperium to też wybrałem tę ścieżkę prowadzenia wojny domowej. Dla niewtajemniczonych imperium walczy o terytorium Skyrima z buntownikami znanymi jako Stormcloak. Problem w tym, że tylko w głównych garnizonach można podsłuchać rozmowy na ten temat, a wojna praktycznie jest nieodczuwalna w trakcie eksploracji świata. Kiedy już wybierzemy jedną ze stron to misje polegają wyłącznie na zdobywaniu fortów (na osobnym sejwie odpaliłem też drugą stronę konfliktu i praktycznie nie ma różnicy w rodzajach misji) wraz z innymi NPC-ami.
Nieco lepiej w teorii wygląda gildia magów. W praktyce wątek fabularny i główny zły został stworzony chyba na przerwie śniadaniowej, a liczba i urozmaicenie misji jest równa zeru (zalicz dungeon, zdobądź artefakt i tak kilka razy). Co najgorsze – z wyjątkiem obowiązkowej walki z wykorzystaniem fabularnej broni, nawet nie musimy być wykoksowanym magiem żeby zaliczyć gildię i zostać arcymagiem, co w takim Morrowindzie było nie do pomyślenia.
Jeszcze kilka kwestii się znajdzie, ale to może za jakiś czas. Trzeba w końcu upuścić trochę krwi.










